by Katarzyna Kwasek


poniedziałek, 18 czerwca 2012

Haters gonna hate

Tonight, I couldn't help but wonder...




Ile z ''internetowych nas'' jest w nas?
Kiedyś przeczytałam artykuł o tym, że szefowie niektórych firm wchodzą na profile facebookowe przyszłych pracowników, żeby sprawdzić czym się interesują, jakie filmy oglądają, jak często chodzą na imprezy...
I ostatecznie, gdy mają wybierać, wybierają osoby, które często aktualizują profil, ustawiają statusy, mają wiele polubionych stron na facebook'u.
Oczywiście  - nie mówimy tutaj o byciu ''no life'm", spędzaniu wolnego czasu wyłącznie w internecie, tylko o umiejętnym wykorzystaniu takich społecznościowych portali.
Kolejne oczywiście - trudno w dzisiejszych czasach no life'm tak naprawdę nie być. Czytając tego posta spójrzcie Clintowi Eastwoodowi w oczy i odpowiedzcie na pytanie:








I tak, zgodnie z tym co napisałam, zgodnie z tym co widzę na profilach mojej skromnej grupy znajomych, nasuwa mi się jedna wyłączna refleksja. Ile z tego, co publikujemy na facebooku, z tego jakie zdjęcia wstawiamy, jakie ustawiamy statusy jest tak naprawdę nami?



Czy wystarczy do ulubionych autorów wpisać: Wojaczek, Hłasko, Gombrowicz, by znajomi uważali cię za oczytaną/-ego?
Czy wystarczy lubić stronę krytykującą palenie, by zostać uznanym za niepalącego?
Czy wystarczy wstawić korzystne zdjęcie profilowe, żeby wszyscy uważali cię za atrakcyjną/atrakcyjnego?


I jak zwykle, wraz z takimi pytaniami nasuwa się masa spostrzeżeń, dotyczących tego jak bardzo lubimy tworzyć - czasami bardzo, czasami tylko trochę - swój sieciowy wizerunek.


W końcu życie czasami nie wygląda dokładnie tak jak tego chcemy, stąd dobrze jest przez chwilę stworzyć trochę inną rzeczywistość, niż ta, w której przypadło nam aktualnie przebywać.






Tylko niestety, jest cienka linia między tym, co naprawdę sobą reprezentujemy, a  tym co bardzo chcemy sobą zaprezentować. Dlatego może jednak lepiej powstrzymać się z hejtowaniem wszystkiego i przyznać się, że tak naprawdę zespoły jakich słuchamy nie mieszczą się w określeniach "ambient", "metal", "indie", "experimental"?
Może lepiej zamilknąć, niż wpisywać cytaty, jeśli mają to być cytaty typu "Jestem jaka jestem i nikt tego nie zmieni"?








I na koniec, najbardziej głęboka z wszystkich zawartych tu refleksji. No bo co wtedy, gdy na imprezy, na które zdarza nam się uczęszczać nikt nie przynosi aparatu, a na zdjęcia robione telefonem nie ma co liczyć, bo nikt nie ma nowego iPhone'a z aplikacją Instagram? CO WTEDY, CHOLERKA?!
Ano, wtedy pozostaje nam zaszlochać w kącie, i starać się nadrobić czymś innym, niż fajne fotki, z fajnych imprez, na których jesteśmy oznaczeni. W takiej sytuacji - wszyscy jesteśmy no-life'ami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy