by Katarzyna Kwasek


środa, 4 kwietnia 2012

"The Help" helps

W zamyśle, a może właśnie braku zamysłu na tym, jakie przestępstwa będę popełniać na tym blogu, jest zdecydowanie krytyka. Krytyka, bo to wychodzi mi nadzwyczaj dobrze :), ale także rzeczy godne pochwały, a na to także mnie stać! Owacje dla mnie!

Ponieważ nadarza mi się oglądać sporo seriali, filmów, słuchać wielu płyt i czytać książki, blog jest chyba idealnym miejscem na podzielenie się wrażeniami z powyższych kulturalnych uniesień.


Zacznę od czegoś, co obejrzałam ostatnio, a właściwie co obejrzałam... w autobusie klasy... PKS.

Zazwyczaj filmy oglądam wieczorami, ba - nocami, bo wtedy wszystko się robi najlepiej, wszystko lepiej brzmi i wygląda, dlaczego - odsyłam do specjalistycznej lektury psychologicznej. Po prostu TAK JEST.

Jednak złamałam tę regułę ostatnio i wyszło z tego coś dobrego. Obejrzałam "Służące" ("The Help").
A misja jaką sobie w tym momencie stawiam przed sobą, to film... polecić, dodatkowo uniknąć tzw. "spoilerów".


"Służące" to przede wszystkim historia i w ogóle - temat - na jaki wcześniej w kinematografii nie trafiłam. I być może jestem ignorantką mówiąc to, ale po prostu nie trafiłam.
Opowieść o sprawach ważnych, o sprawach trudnych, zrobiona jednak z amerykańskim blichtrem, z rozmachem, a więc łatwa w przyswojeniu, pocieszna, miła, przyjemna. Wywołująca uśmiech, trochę spoconych oczu, współczucie, nienawiść - wachlarz emocji.
I tak sobie myślę, że tego właśnie widz najbardziej potrzebuje - świadomości, że film nie jest idiotyczną komedyjką, a jednak wzbudza uśmiech i nie ma się po nim kaca (oraz świadomości zmarnowanego czasu). Jednocześnie film ten przynajmniej daje wrażenie, że nie jest dla wszystkich. Bo - w sumie - nie jest. Bez choćby jakiegokolwiek obycia w historii najnowszej, bez choćby krzty emocjonalności, filmu jak "Służące" nie ma sensu oglądać.

Skąd tytuł posta, już tłumaczę - "Służące" faktycznie pomagają. W roli głównych bohaterek stawiają kobiety - i to dosłownie - bohaterek, nawet nieco "superbohaterek", bo taką okazuje się Skeeter (bez nazwisk - kto obejrzy, ten i tak będzie wiedział), takimi też okazują się wszystkie tytułowe, Służące. Pomagają więc zrozumieć problemy, które dzisiaj wydają się nie do pomyślenia, a jednak pozostałości po nich cały czas błąkają się w świecie, trochę jak kawałki lustra rozbitego przez Królową Śniegu.

O jakich problemach - dlatego właśnie trzeba ten obraz obejrzeć.

Do tego szczypta humoru, ładna rzeczywistość lat 60. ubiegłego wieku, opakowana w piękne wnętrza, piękne (choć niesamowicie próżne) panie, pięknych panów, piękne wozy, wszystko pięknie skontrastowane z brzydką rzeczywistością Służących.


A tak naprawdę polecam "Służące" ze względu na to, że to film, którego nie chciało mi się wyłączać gdy dojechałam na miejsce i musiałam wysiadać z autobusu. Co więcej, resztę obejrzałam na jednym tchu i nie było chwili, w której żałowałam, że ten film włączyłam.
Zasiadajcie więc, obywatele, do "Służących"!

1 komentarz:

  1. Dzięki za polecenie filmu, na pewno obejrzę, bo mnie zaciekawiłaś. Często szukam jakiegoś filmu do obejrzenia wieczorem, a same tytuły i recenzje na stronach mało mówią. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy