by Katarzyna Kwasek


piątek, 30 marca 2012

Misja: furtka

Nie wiem czy ciężko jest zasłużyć sobie na natrętnego sąsiada/-kę. Mnie to przyszło bez żadnego wysiłku...
Mieszkając sobie w mieścinie mojej niewielkiej w domu jednorodzinnym takich problemów nie miałam. Sąsiedzi cudowni, sielanka, wspaniale, idylla.


Jednak emigracja na studia i mieszkanie w bloku sprowadziło na mnie może nie z piekła rodem (nie będę drama queen), ale upierdliwą sąsiadkę.


Zastanawiam się co takiego jest w niektórych starszych ludziach, że czują potrzebę śledzenia każdego twojego ruchu, a przede wszystkim mają problem z maniakalną kontrolą nad tym, czy zamykasz furtkę.


Otóż blok, w którym to zamieszkuję, jest ogrodzony, a za każdym razem gdy chcesz się dostać do środka musisz wstukać kod.
Nic specjalnego, oprócz tego uczucia niczym z sensacyjnego filmu, gdy słyszysz dźwięk, że kod jest prawidłowy. Czujesz się jak szpieg, który właśnie złamał tajemniczy kod dostępu do najbardziej chronionej zagadki tego świata. Po prostu bajka.


Jednak tylko na początku, bo jak się okazuje, furtka chroni jej mieszkańców przed całym złem tego świata.


Takie odnoszę wrażenie, gdy raz po raz panie wychodzące ze swoimi pieskami (które są nota bene karykaturami piesków) upominają mnie, iż furtka powinna być zamknięta, choćbyś była Mariuszem Pudzianowskim i niosła kilkutonowy samochód na plecach (no cóż, on może by zamknął furtkę nogą).


I raz, wchodzę sobie obwieszona torbami, a uprzejma sąsiadka raczy mi zwrócić uwagę z wyrzutem: "Ja wiem! Pani jest z mojej klatki! Ja wiem! Niech pani nie udaje, że nie słyszy! [gdyż zgrabnie tę panią, mówiąc delikatnie, zignorowałam] Czemu pani nie zamyka furtki?!?!?!"

Boże, dlaczego.
Jestem naprawdę (oczywiście przede wszystkim skromną, ale i) uprzejmą osobą i szanuję starszych ludzi, ale cytując klasyka "ja chamstwa nie zniesę".



Prawdopodobnie owa przemiła sąsiadeczka miała w przeszłości kontakty ze służbami bezpieczeństwa, nie wiem, ale jej zapędy a'la agentka specjalna, są co najmniej śmieszne...

Dlatego śmieję się w głos i kontaktu z ową panią unikam. I jest mi z tym bardzo dobrze.

Mam nadzieję, że ona i jej superfurtka ochronią świat przed zagładą, a ona złoży swemu szefowi (towarzyszowi Administrator) raport, że jako superbohaterka właśnie sprawiła, że wszyscy ci nieznośni studenci, mający się za nie wiadomo kogo, poczęli zamykać furtkę niezależnie od warunków.




Pozdrawiam wszystkich buntujących się przeciw systemowi, nie zamykając furtki. Anarchia!

2 komentarze:

  1. A dlaczego nie zamykasz? Mnie ogólnie śmieszą te ogrodzone bloki, do których i tak każdy może wejść. Wystarczy, że przewinie się przez mieszkania kilku studentów i już masa ludzi ma kody do wejścia, więc nie do końca rozumiem sens. ja mieszkałam kiedyś na takim osiedlu, gdzie była furtka na kod, a obok zawsze otwarta brama... ;] Ciekawie się u ciebie zaczyna, będe zaglądać. Pozdrawiam! www.naniwie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. obecnie nie zamykam, bo się buntuję, ale prawda jest taka, że jak jestem obładowana torbami wracając do domu, naprawdę nie mam jak jej zamknąć... i dokładnie tak samo jak Ciebie, śmieszy mnie ta cała sytuacja, stąd właśnie post. pozdrawiam pierwszą komentatorkę :)

      Usuń

Obserwatorzy