Po kilku latach, gdzie mając lat trzynaście prowadzenie bloga było dbałością o animowane obrazki, formę, mniej dbałością o treść, gdy posiadanie laptopa to jeszcze było coś, zasiadam do nieodłącznego już notebooka i rozpoczynam blog, który będzie o wszystkim tym, co tylko mi się zamarzy.
Wtedy jeszcze nie chciałam być niczym Carrie Bradshaw, jednak kilka lat później, mając lat siedemnaście i wszystkie sezony "Seksu w wielkim mieście" za sobą, postanowiłam "jak dorosnę, zostanę Carrie Bradshaw".
Dzisiaj wiem, że nią nie zostanę, prędzej zostanę Ally McBeal, jednak cząstka z Carrie była, jest i będzie - czyli potrzeba złożenia gdzieś swoich przemyśleń, a może nawet podzielenia się z nimi.
Nie należę do osób mocno ekstrawertycznych ani nie mam potrzeby pisania pamiętnika, podziwiam więc tę fikcyjną postać spod pióra Candance Bushnell, że te najintymniejsze myśli potrafiła zdradzić.
Dla mnie blog to jednak spostrzeżenia z życia codziennego, forma felietonu pisanego przez amatorkę.
Obawiam się jednak, że bycie bloggerem stanie się wkrótce zbyt mainstreamowe.
Dlatego zaczynam już dziś, drżąc cała w spazmach, że niedługo co druga osoba nie będzie pisała bloga.
A piszę najbardziej hipsterską z czcionek - helveticą. Mam nadzieję, że reguła: "cokolwiek napiszesz helveticą na ładnym zdjęciu będzie wyglądało mądrze".

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz