by Katarzyna Kwasek


poniedziałek, 9 lipca 2012

serious

Dawno nie pisałam, bo mam zbyt wiele myśli, które - wkrótce prawdopodobnie eksplodują, jednak są to na tyle prywatne przemyślenia, że nie byłabym w stanie dzielić się nimi z całym światem, nawet tylko (aż!) tym wirtualnym.


Ale właśnie w związku z tym nasunął mi się wręcz tak idealny temat na post, że aż szkoda go nie wykorzystać, a przy okazji mogę nieco moich myśli puścić w internetowy eter.




Otóż. Czego kwestią jest właśnie takie dzielenie się wszystkimi przeżyciami z dużym gronem ludzi? Czy to odwaga czy już ekshibicjonizm? Mówię tutaj szczególnie o osobach publicznych, które nie stronią w ogóle od zachowywania jakiejkolwiek prywatności.


Osobiście uważam, że najintymniejsze myśli lepiej schować jak najgłębiej, bo i tak nikt inny niż my sobie z nimi nie poradzi, i choć nie należy stronić od dobrych doradców, lepiej pozostać do końca ze sobą w zgodzie.


Na luksus opowiadania komuś historii swojego życia, swoich przeżyć ta osoba musi sobie według mnie zasłużyć. Dzielenie się opowiastkami ze swoich lepszych lub gorszych dni, podawanie tego do publicznego osądu jest w pewnym stopniu utratą godności, bo to idzie za utratą prywatności. Obdzieranie się z tajemnic, sprzedawanie przeżyć to z jednej strony kwestia zaawansowanej cywilizacji, ale z drugiej zacofanie emocjonalne.


Rozumiem, że nie można całkowicie odciąć się od opinii publicznej, ale należałoby ograniczyć to, bo w końcu istnieje pewna grupa osób znanych, ale nie z tego, że zwierzyło się taniemu czasopismu z tragedii w dzieciństwie oraz 'ciężkiej' drogi do kariery, ale z tego, że coś tworzą, są w czymś dobre, wręcz genialne.
Dlaczego więc sprzedaje się swoją prywatność?
Czy tak bardzo zatraca się własną godność dla pieniądza? Warto? Bo czy ktoś kogokolwiek do tego zmusza?


I tu znowu pojawia się bolączka z poprzedniego posta, czyli życie sensacją, jednak tym razem w nieco innej odsłonie. Tym razem chodzi o to czy naprawdę życie kogoś znanego z prasy czy telewizji warto przedkładać nad swoje i tym samym ekscytować się każdą wypowiedzią tej osoby.
Bo nie mowa tutaj o inspiracji, tej niestety we współczesnych sławach ciężko się doszukiwać, gdyż zwyczajnie, reprezentują one w większości poziom poniżej jakiejkolwiek dyskusji.
A jeśli już robią coś inspirującego, to w większości jest to PR, tak zwana pokazówa.


Czasami po prostu dziwię się tym  publicznym osobom, że mają tyle odwagi, tupetu, a jednocześnie tak mało szacunku do siebie, żeby nic nie zostawiać dla siebie. Nie wiem co ich do tego skłania, może to moja naiwność, ale nie chce mi się wierzyć, że są gotowi na to wszystko dla pieniędzy. Na publiczny osąd, na plotki, obmierzłe komentarze, na wystawianie duszy na pokaz.
Jest to po prostu dla mnie niepojęte.
Uważam, że ludzkie przeżycia i emocje są zbyt cenne, żeby ktokolwiek mógł zrobić z nich produkt...
A jednak, głupiutka ja.




Pozdrawiam ze swojej utopii, w której ludzie mają jeszcze szacunek do siebie, a kiedy nie ma się przyjaciela do zwierzenia, pisze się pamiętnik, a nie robi wywiad dla szmatławca.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy