by Katarzyna Kwasek


środa, 11 lipca 2012

Projekt Dno

Skoro 90% dorosłych (!) ludzi uważa "Projekt X" za porażkę kinematograficzną, chłam i wizję sczezającej godności ludzkiej, to jako osoba pretendująca do miana hipstera, powinnam uważać tę opinię za zbyt mainstreamową i wysnuć przeciwne refleksje, że ten film to perłka! Majstersztyk! Prawdziwa anarchia!...
... ale nie mogę.
Muszę zgodzić się z tą porażającą większością, bo ten film naprawdę sięga dna i dziwię się dlaczego go obejrzałam.
Zrobiłam to chyba w celu sprawdzenia swojej psychicznej wytrzymałości i oczywiście po to, by napisać wspaniałą recenzję!

Ach, jak ja uwielbiam coś krytykować! Krytykanctwo wychodzi mi najlepiej, bo krytykanctwo nie równa się krytyce; krytyka to coś zdecydowanie bardziej wysublimowanego, a ja po prostu zamierzam ten film poniżej zeszmacić, zmieszać z błotem, tylko po to, by zachęcić wszystkich do obejrzenia go i zdania sobie sprawy, jak bardzo jesteśmy porządnymi ludźmi w tej naszej Polszcze.

Bo w końcu u nas picie wódki to sport narodowy (jaka piłka nożna? jaka siatkówka? nie rozumiem tych dyskusji, są bezcelowe), ale wszystko to taka część tradycji, folklor i powód do lansu na tle innych krajów (prócz Rosji oczywiście).


A w USA? Te słabeusze podniecają się tym, że zrobili imprezę, w wyniku której spalono pół dzielnicy.
W wyniku której pół tysiąca nastolatek zaszło w ciążę.
W wyniku której prawdopodobnie poniosło śmierć kilka osób (ale zgrabnie to pominęli).


Błagam... takie rzeczy w Polsce to codzienność. Ta zabawa amerykańskich gimbusów to jakaś żałosna popisówa.


A teraz zupełnie poważnie przez chwilę.
Co za idiota wpadł na zrobienie filmu o totalnej demoralizacji, osiąganiu poziomu -183267 godności osobistej, i jeszcze pochwalaniu tego przez rodziców słowami: "nie wiedziałem, że masz w sobie to coś, żeby urządzić taką imprezę", podczas gdy dzieciak spalił im dom, wjechał autem do basenu i zadłużył do końca życia?

Ja rozumiem, Ameryka, ale w głowie mi się to nie mieści, żeby w ogóle coś takiego puszczać w kinie.
Osobiście chodząc do kina stawiam sobie za cel rozrywkę na niezłym poziomie, ukulturalnienie, odchamienie, jakieś refleksje, głębsze czy płytsze, ale zawsze.
A tutaj?

Jedyne refleksje jakie mi przychodzą na myśl, to, że "USA to bardzo dziwny kraj", "XXI wiek to wiek hipsteryzującej autodestrukcji", "jestem niesamowicie grzeczną i porządną osobą", "nie rozumiem jak osoba o aparycji głównego bohatera może mieć taką laskę, która nota bene wygląda na jego matkę" oraz - "mam nadzieję, że ten film to żart", a także "filmy, które mi się podobają naprawdę są ambitne" i jeszcze "Boże, dlaczego ja to oglądam?".




Jednym słowem, z każdym kto obejrzał tę karykaturę filmu, w dodatku słabą podróbę "Blair Witch Project" jeśli chodzi o wprowadzenie nas do świata przedstawionego, łączę się w "bulu i nadzieji", że nigdy więcej takiego chłamu nie dopuszczą do kin.


Pozdrawiam, chwilowo z nizin intelektualnych, ale zaraz biorę w rękę książkę i wkraczam z powrotem na wyżyny, Kate Little Acid.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy