by Katarzyna Kwasek


sobota, 5 maja 2012

Six feet under

Boszzzzzz.
I znowu to samo.
Znowu amerykański serial, który mnie zadziwia swoją fabułą...


Nie wiem dlaczego akurat w sobotni piękny poranek naszło mnie żeby włączyć pierwszy odcinek serialu o tematyce żałobnej... Może dlatego, że od dawna zbiera dobre recenzje ze wszystkich możliwych źródeł, a może dlatego, że czasem potrzeba czegoś ciężkiego, podczas gdy dwudziestominutowe seriale komediowe zaczynają nudzić, i nawet Ashton Kutcher w całej swojej okazałości i przystojnej twarzyczce nie ratuje "Dwóch i pół", kiedy nie ma już Charliego Sheen'a.


O ile Amerykanom nie zawsze udają się filmy, bo przecież Złote Maliny ciągle mają swoich zwycięzców, to jeśli chodzi o seriale (przynajmniej dramatyczne) zachwycają. Co prawda nie jestem wielką znawczynią,ale chociażby Dexter i jego czarujące przygody w oparach ciepłej krwi to majstersztyk. Albo chociaż House - nie ma osoby która nie zna tego nazwiska. Swego czasu dziwiło mnie, że nawet 7-letnie dzieci w mojej rodzinie wiedzą kto to House mimo iż nie rozumieją ani wątków medycznych (haha, tego to i ja nie rozumiem), ani prywatnych. 


I proszę bardzo, do czego potrafi zaprowadzić unikanie nauki na zaliczenie po weekendzie. Potrafi doprowadzić do dobrego serialu (nie chcę mówić, że genialny po jednym odcinku)... Życie to jednak płata figle...

A propos figlów, to właśnie o tym, mówiąc eufemistycznie traktuje "Sześć stóp pod ziemią". Jak sama nazwa wskazuje, nie zapowiada się kolorowo, raczej wszystko w kolorystyce czarnej, a jednak dlaczego to był (i jest) taki popularny serial? 
Odpowiedź jest prosta, Amerykanie to jednak optymiści mający świetny smak, ile dodać goryczy, ale ile posłodzić. 
Stąd nawet w serialu o domu pogrzebowym, który rozpoczyna się pogrzebem, jedno przesłanie - coś się kończy, coś się zaczyna.

Oprócz tego kilka obrazoburczych wątków, jak homoseksualny związek jednego z głównych bohaterów i problemy psychiczne całej reszty i dostajemy gorzką opowieść, w której wraz ze śmiercią i tragedią nie kończy się poczucie humoru.

I co najważniejsze - ostatecznie nie jesteśmy po obejrzeniu zdołowani, ale jako homo sapiens powinniśmy zostać z jakąś refleksją o życiu i śmierci.


Zaprawdę powiadam Wam, nie ma to jak nastroić się z rana na słoneczny dzień, oglądając serial o domu pogrzebowym.


Ja i mój nierówny sufit.

(co nie zmienia faktu, że serial naprawdę świetny, ale chyba jednak lepiej zapodać go sobie na noc.)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy